Rety! Czy Mikołaj w tym roku
przyszedł szybciej, czy tylko ja się tak czuję bawiąc się moją nową lalką? Mimi
przybyła wczoraj prosto z Korei, a ja nie mogę się z nią rozstać! Jednak nie
będę kłamać, gdy ją pierwszy raz zobaczyłam jakieś dwa lata temu, Mimi nie
zrobiła na mnie dobrego wrażenia. Akurat przeglądałam zdjęcia pewnej Licci, a
pomiędzy nie wkradła się Mimi. Był to czas gdy dopiero oswajałam się ze swoistą
artykulacją Licci, czyli elastycznymi drutami zatopionymi w winylowych
kończynach (nawiasem mówiąc, moja Takara Jenny takie ma, ale ona jest od góry
do dołu zakryta kimonem, więc wszystko gra). U Licci taka artykulacja ma sens i
nie rzuca się w oczy przy jej proporcjach, ale Mimi jest wyższa i u niej
wszystko się jakby … rozjeżdża. Określenie „odpustowa tandeta” przyszło mi na
myśl, a paskudna, księżniczkowa sukienka potęgowała ten smutny wizerunek.
„Skoda, jak można było zepsuć lalkę o tak ładnej buzi” – takie było moje
podsumowanie i o Mimi miałam już więcej nie myśleć.

Na fali mojej fascynacji Liccą,
przeglądałam jej niezliczone zdjęcia, a Mimi pojawiała się z zadziwiającą
częstotliwością i uporem. Kolejne egzemplarze przyjmowałam bardziej
entuzjastycznie. Przywykłam już wtedy do drucianej artykulacji, więc
spoglądałam na Mimi bardziej przychylnym okiem, tym bardziej, że lalka
przeważnie miała w pakiecie tonę ciuchów i akcesoriów. Mimi World – jej
producent, jest z reguły bardzo szczodry. Moja opinia powoli się zmieniała, a
lalkę polubiłam już całkowicie gdy dowiedziałam się, że to nie żaden tam klon,
tylko pełnoprawna marka. Firma Mimi World ma historię, która sięga aż do lat
70-tych, sama zaś Mimi debiutu doczekała się w 1981 jako Lara. Okazało się
jednak, że imię było już zarezerwowane, więc rok później wydano ją ponownie już
jako Mimi, co zresztą znaczy „ładny, ładny” z koreańskiego. Jeszcze się troszkę
wzbraniałam, ale jestem zdeklarowanym kawoholikiem, a każda kombinacja
lalka-kawa na 100% zwróci moją uwagę. Gdy zobaczyłam baristkę postanowiłam, że
muszę bo się uduszę! No muszę i już. I nieważne, że importowanie jej z Korei to
kłopot. Muszę!

A jest to kłopot. Mimi poza
granicami swojego kraju nie jest tak popularna jak Licca, którą oferuje gro
sklepów online z potwierdzonymi dobrymi opiniami, więc nie trzeba się obawiać,
że to jakiś krzak co weźmie pieniądze i pokaże palec w wulgarnym geście. Jeśli
chodzi o Mimi, pozostał mi tylko eBay. Od czerwca nasi celnicy dowodzą swojej
skrupulatności i oddania pracy, więc nie ma szans, że przesyłka przeszłaby
nieoclona, jak to mi się wcześniej udawało z prawie każdą moją Liccą. Ponad to,
ja po prostu nie lubię czekać na lalkę i gdy mam tylko wybór, kupuję lokalnie,
a OLX to moje ulubione źródło lalkowe. No, ale jak się czegoś pragnie tak mocno
i tak długo… Przynajmniej nie musiałam jej wyczekiwać, doszła w niespełna
tydzień. Pudło miała sponiewierane, bo przebyło daleką drogę, ale zawartość
była nietknięta. I tu spotkało mnie drobne rozczarowanie. We wszystkich
filmikach na youtube, w których radośni youtuberzy wyciągali Mimi z pudła,
zawsze, ale to zawsze z kartonika wypadał mały, różowy katalożek. Och
planowałam go przeglądać i przeglądać, ale w moim pudle go nie było! Proszę o
wyrozumiałość, wiem, że to dziwny fetysz, ale kto wychował się w latach 80-tych
i miał wtedy Barbie, ten rozumie, że taki katalożek to bardzo wciągająca lektura,
choć bez tekstu! Gdybym miała ów katalożek, to mogłabym legalnie zaprezentować Wam resztę
serii Part-time Job, w skład której wchodzi florystka, sprzedawczyni w sklepie
odzieżowym i fryzjer dla zwierząt. Cóż, pozostaje mi kraść zdjęcia z sieci.
Źródło: https://picclick.co.uk/Seventeen-MIMI-Part-Time-Job-Full-Set-324237397410.html
Na braku katalożka moje smutki
się skończyły, później radość trwała już nieprzerwana. Okazało się, że
youtuberzy mieli rację i wewnętrzna tektura stanowi fantastyczne tło zdjęciowe!
To taka mini diorama, ale jest jeden szkopuł. Smakołyki zostały pięknie
wyeksponowane w pudle na czarnej „tablicy”, którą trzeba zniszczyć lub
przynajmniej uszkodzić by je wydobyć. Ja postanowiłam mieć ciastko i zjeść
ciastko i to niemal dosłownie! Nie zważając na moją upośledzoną motorykę małą,
wzięłam w dłoń mężowy nóż do tapet i podjęłam się czynności, która wymagała
niemal chirurgicznej precyzji. Efekt nie jest idealny, ale przynajmniej mam
tablicę i akcesoria też mam, a jest ich łohoho! Dużo!


Zacznijmy od tego, że wśród akcesoriów
znajduje się mebel! Całkiem pokaźnych rozmiarów lada z półeczkami stanowi
bardzo przydatne wyposażenie kawiarni. Dzięki neutralnej kolorystyce, świetnie
wpisze się w dowolny wystrój wnętrz. W zestawieniu z witryną kawiarnianą Barbie
z końca lat 90-tych prezentuje się całkiem przyzwoicie. Na ladzie można
postawić nowoczesną kasę (możliwe płatności kartą). Na wyposażeniu nie brakuje
kubków na kawę z logo Mimi. Nawiasem mówiąc, począwszy od pudełka, przez
fartuch, na wspomnianych kubkach kończąc, nie mogę się oprzeć skojarzeniom z
Starbucks i nie jestem w tym odosobniona, bo Mimi Cafe nieoficjalnie w sieci
występuje pod nazwą Starbucks Mimi. W mojej głowie rodzą się też wątpliwości
natury prawno-licencyjnej, ale o tym później.





Do kawy najlepiej coś przekąsić,
na przykład filcową kanapkę lub coś słodkiego. Mimi oferuje muffinki
czekoladowe, gofry, ciasteczka lub bagietki. I znów nie mogę odpędzić od siebie
słowa „licencja” bo tak się składa, że wspomniane słodycze i bagietki posiadam
w również wspomnianym zestawie Barbie Bake Shop and Cafe 1998! Wypieki mają
taką samą fakturę i odlew jak te od Barbie, są też gumowe i jedyne czym się
różnią, to tym, że są ciut ciut mniejsze od tych z 1998! Czyżby Mimi World
pożyczył sobie odlewy? Jeśli tak, to nikomu nie mówcie, bo najpewniej wszystko
jest legalnie i jak należy, a jeśli nie to ja i tak chcę, żeby Mimi World dalej
produkował swoje wspaniałe lalki, bo na jednej nie zamierzam poprzestać. Wiecie
jak jest, jedna lalka jest jakby osamotniona, przypadkowa lub jak to młodzież i
korpoludki określają „randomowa”. Za to dwie lalki, oooo dwie lalki to już
kolekcja! Muszę mieć kolekcję Mimi, a kolejne faworytki już są wybrane.
 |
akcesoria Mimi
|
 |
| po lewej Barbie, po prawej Mimi |
|
|
 |
po lewej Mimi, po prawej Barbie
|
 |
ciacha na tacy Mimi, na talerzu Barbie
|
Wśród licznych akcesoriów jest
też taca i szczypce, bo lalki też przestrzegają higieny i nie macają wypieków
łapami! Oczywiście nie ulega wątpliwości, że spośród całego tego bogactwa
akcesoriów najbardziej umiłowałam sobie ekspres do kawy, który naprawdę „robi
kawę”. Jego obsługa jest banalnie prosta, a kawę parzy się w trzech krokach: 1.
Umieść filiżankę pod otworem na kawę, 2. Wrzuć „pocisk” kawowy do otworu, 3.
Pociągnij za szarą wajchę. Pocisków kawowych mamy dwa, dwie są też filiżanki.
Ekspres i filiżanki występują też w wersji szarej. Pierwszy raz taki ekspres
zobaczyłam u Mimi Two-story House i od razu go zapragnęłam. Ekspres był
pomarańczowy lub niebieski, nie wiem o co chodzi z tymi kolorami, w każdym
razie jego wygląd i funkcjonalność postawiły go na pierwszym miejscu w
kategorii Lalkowe Ekspresy Do Kawy. Poza plastikowymi akcesoriami w zestawie
znajdziemy też trochę tektury – są karty na pieczątki (piąta kawa gratis), a
także kartoniki na smakołyki na wynos – już złożone! Wreszcie ktoś pomyślał o
osobnikach z upośledzoną motoryką małą, takich jak ja! A propos motoryki małej
– Młoda ma piękne włosy (mówię to nieskromnie), długie do pasa! Takie włosy aż
proszą się o warkocze francuskie, tymczasem ja mam oklepany repertuar: jeden
prosty warkocz lub dwa proste warkocze, a jak mnie fantazja poniesie to 28
prostych, cienkich warkoczyków jak u Milli Vanilli. Mój mąż w niedowierzaniu
zapytuje mnie czasem: czemu nie zapleciesz francuza? A bo nie umiem! Łapska mam
drewniane i nie umiem!





No nie, 3 strony A4! Było o
firmie, o pudle i akcesoriach, a o lalce jeszcze nic. To będzie długi wpis. No
dobrze, skupmy się: twarz! Twarz ma Mimi bardzo ładną, jednak zanim stałam się
wierną fanką tej lalki, to o twarzy Mimi miałam opinię taką: Zobaczyć jedną
Mimi to jakby widzieć je wszystkie! Bo Mimi to najczęściej brunetka, wiadomo,
włosy robią robotę. Grzywkę ma zazwyczaj prostą lub na bok, włosy długie do
pasa. Jest kilka blondynek (Jeśli ktoś życzy sobie inny kolor włosów, do
dyspozycji są księżniczki i syreny, ale o nich niewiele wiem bo nie lubię).
Mimi to Koreanka, oczy ma brązowe, prawie zawsze. Do tego jest to dziewczę
17-letnie, z makijażem ostrożnie. No usteczka sobie muśnie różową szminką. Tyle.
Tak wygląda Mimi, a przynajmniej wczesna Mimi, przy czym określenie „wczesna,
późna, obecna itd.” jest moje własne, bo o jakiekolwiek informacje na temat
Mimi bardzo trudno, no chyba, że się mówi po koreańsku, a ja nie władam tym
językiem. Ubolewam. Moja Mimi baristka posiada najbardziej oklepany malunek
twarzy i jest niejako najbardziej typową
Mimi, za wyjątkiem włosów, bo te, choć ciemne, są bardzo krótkie jak na Mimi. W
zasadzie to nie widziałam jeszcze Mimi o tak krótkich włosach.


Przyglądałam się licznym facjatom
Mimi w poszukiwaniu jakiejkolwiek różnorodności. Seria Romantic Boutique /
Romantic Girl na winylowych ciałkach oferuje nieco inny malunek oka, a na serię
składają się zaledwie dwie lalki. Jednak na przestrzeni ostatnich 3 lat Mimi
zaczęła się znacząco zmieniać. Pojawiły się nowe kolory włosów – róż, lawenda,
kombinacja pasteli. Pojedyncze egzemplarze mają też inny kolor oczu – fioletowe
lub butelkowo-zielone. Mimi World sięgnął też po rzadki malunek twarzy, który ja
nazywam „przebiegłym”. Mimi Elegance oraz tajemnicza lalka z mojego pudełka
(pewnie to ta sama) ma właśnie taki. Karbowana blondynka z serii Mimi Style
również posiada taki malunek i ogółem uważam, że wydanie takiej lalki wymaga od
producenta odwagi, bo lalka nie wygląda na sympatyczną. Ba! W swoich filmikach
promocyjnych na youtube Mimi World często osadza ją w roli czarnego charakteru,
ubierając lalkę w ciemną sukienkę dla podkreślenia jej niecnej natury.
Źródło:
https://www.joom.com/pl/products/5fc5278c6406590106ef2e2a
Źródło:
https://www.ebay.com/itm/324501471434
Źródło: https://www.viduoliy.top/products.aspx?cname=mimi+korean+doll&cid=78

Wprowadzenie zróżnicowania
kolorystycznego włosów i oczu to nie jedyna znacząca zmiana u „współczesnej,
obecnej, nowej” Mimi. Zmieniło się też ciałko. „Wczesne, starsze” Mimi
posiadają winylowe ciałko z drutami, które ostatnio w ogóle się już nie
pojawia. Wszystkie „nowe”( 3 lata wstecz) lalki mają ciałko typu pivot, które
zapewnia większą artykulację. Ruchome stawy są w ramionach, łokciach,
nadgarstkach, biodrach, kolanach i kostkach. Nie mam porównania „na żywo”, ale
wydaje mi się, że ciałko pivot jest chudsze od winylowego, między innymi
dlatego, jeśli mi się uda, następna moja Mimi będzie winylowa. Mimi ma
niespotykanie długą szyję, przebiła nawet wielkooką Skipper. Niestety główka
nie przechyla się na boki, jedynie się obraca wokół własnej osi. Dłonie lalki
są ładnie odlane, ładniej niż pokazują zdjęcia. Stópki Mimi odlane są
detalicznie, z zaznaczonymi nie tylko paluszkami, ale nawet paznokciami! Chuda
ta Mimi, owszem. Do tego widać jej stawy, a ja wolę jak ich nie widać, ale
naprawdę bawiłam się przednio wyginając lalkę na wszystkie strony ustawiając ją
przed obiektywem ekchm… telefonu. Wiem, że jaram się ciałkiem pivot podczas gdy
na rynku już od dawna mamy mtm, ale u mnie same winylówki z lat 80/90 z
kolankami na klik, nie dorobiłam się jeszcze ani jednej Barbie gimnastyczki z
tamtego okresu, a jedyne ciałko mtm jakie kiedykolwiek macałam (hmmm) należało
do lalki Marzenki z Dłubanin Lalkowych, więc taka zginalność to dla mnie nowość
i przyjemna odmiana. Acha, zapomniałabym, wspomnieć, że wzrostem Mimi góruje
nad Liccą, ale jest ciut niższa od Barbie i tu przy okazji mały spoiler –
spełnione wielkie marzenie w postaci Fashion Play tulipanowej!








Te paznokcie zobaczyłam bo lalka
ma na sobie paskudne buty, najnudniejsze szpilki na świecie. Swoją drogą to
trochę nie BHP nosić sandały na szpilce w kawiarni, nie sądzicie? Powinna mieć
białe pepegi! Zabawne, w swojej lalkowej buciarni mam takie same szpilki w
kilku odcieniach różu, pochodzenie chińskie, klonowe, nieokreślone. Na głowie
lalki solidne nakrycie firmowe, dobrze odszyte z dobrego materiału. Zielony
fartuch od Starbucks jest osobnym elementem garderoby. Jak miło zobaczyć coś
takiego dla odmiany, ostatnio wszystkie fartuchy Barbie są nadrukowane.
Niestety koszula i spodnie zszyto w jedną całość. Trochę szkoda, ale wiedziałam
o tym przed zakupem, więc nie byłam niemiło zaskoczona. Za to jakimś cudem
przeoczyłam „broszkę”, która jest naklejką holograficzną z doczepioną tasiemką,
ale zawsze to ładny detal. Spodnie też są ciekawie wykończone. Mimi posiada
stroje dodatkowe, bardzo ładne, ale na próżno szukać ich na eBay’u. Znalazłam
tylko jedną kieckę i mocno się zastanawiam. To tak na przyszłość, a na teraz,
moja Mimi ma też kolczyki.






Korzystając ze spokojnego
przedpołudnia, natrzaskałam Mimi ogrom zdjęć, głównie rozmytych, bo z emocji
drżały mi dłonie. Na koniec jeszcze zdjęcie techniczne całego zestawu oraz
mojej azjatyckiej brygady.