wtorek, 8 września 2020

Fun-to Dress Barbie 1987, Fashion Finds 1989 i Happening Hair 1993

Historia Fun-to-Dress Barbie jest równie nieskomplikowana co sama lalka, której nawiasem mówiąc nigdy nie miałam zamiaru kupować. Trafiła do mnie w wyniku pomyłki. Mianowicie, Pani, od której nabyłam Fashion Play 1988 zaproponowała, że wynagrodzi mi zwłokę w wysyłce lalką gratisową. Ustaliłyśmy która to ma być lalka, a ja aż przebierałam nóżkami w oczekiwaniu na paczkę, bo miała ona zawierać aż dwa spełnione lalkowe marzenia. Spełniło się jedno i to nie w pełni, jak już wiecie, zaś lalka „gratisowa” okazała się być „pomyłkowa”. Miałam zamiar niezwłocznie ją wysłać w drogę powrotną, ale najpierw dokładnie jej się przyjrzałam. Stwierdziłam, że to całkiem ładna lalka, wręcz śliczna i … taka Pewexowa! Wyszłam więc z propozycją, że ją odkupię (mając nadzieję, że ta właściwa gratisowa do mnie trafi), a Pani Sprzedawczyni przyjęła moją pierwszą, dość niską ofertę cenową. No i widzicie, wściekłam się na kobietę o zwłokę i pomyłkę, ale długo się na nią gniewać nie mogłam.

Fun-to-Dress to prosta, bezpretensjonalna lalka, taka można rzec starter-Barbie. Sprzedawana była w wąskim pudełku, w którym poza lalką i jej ubrankiem nie było nic. Pierwsza Fun-to-Dress została wyprodukowana w 1987 roku na Filipinach oraz w Chinach i pojawiła się aż w trzech wariantach. Moja lalka to Chinka o saranowych włosach, co było czynnikiem decydującym o tym, ze u mnie została. Gdyby posiadała włosy kanekalonowe, bo i takie wypuszczono z chińskich fabryk, niechybnie wróciłaby do swojej poprzedniej właścicielki. Trzeci wariant to śliczna lalka o delikatnym, filipińskim malunku twarzy – zupełnie niepodobna do swoich chińskich sióstr. Istniała również wersja AA, która pewnie nigdy do Pewexów nie dotarła, a szkoda, bo piękna z niej dziewoja.   

 
Źródło: https://www.ebay.com/itm/Fun-to-Dress-Barbie-1987-Mattel-4558-New-in-Box-/173367682860
 
 
Źródło: https://shopee.ph 
 
 
Źródło: https://archiwum.allegro.pl/oferta/mattel-1987-fun-to-dress-aa-african-american-nrfb-i7530701662.html

Lata 1988 i 1989 przyniosły kolejne wydania Fun-to-Dress utrzymane w tej samej konwencji – prosta, ładna lalka ubrana w bieliznę. Barbie miały swoje odpowiedniki etniczne, (’88 - Caucasian/AA, ’89 - Caucasian/AA/Hispanic). Po roku 1989 wydawałoby się, że seria umarła śmiercią naturalną, bo konsumenci oczekiwali większych fajerwerków na start i w 1992 taka lalka zeszła z linii produkcyjnej Mattel’a w Chinach (kanekalon) i Malezji (saran). Tym razem zrezygnowano z ładnych kompletów bieliźnianych i ubrano Barbie w niebieski lub różowy ręcznik, być może niektórym wydawał się on nieco mniej … zdrożny niż bielizna z subtelną koronką? Lalka występowała w dwóch wariantach – podstawowym oraz rozszerzonym o dodatkowe ubranka (Fashion Gift Set) – no i są fajerwerki. Barbie dostępna była też w wersji AA oraz Hispanic (Teresa), ale z tego co udało mi się odkopać w czeluściach googla, tylko blondynka sprzedawana była jako Fashion Gift Set oraz w różowym ręczniczku.

 
Źródło: https://www.worthpoint.com/worthopedia/diff-fun-dress-barbie-dolls-1988-nrfb-1912346323 
 
 
Źródło: https://picclick.com/Vintage-Doll-Lot-Barbie-FUN-TO-DRESS-Gift-292491251464.html

No to byłoby na tyle w kwestii wycinka z Barbiowej encyklopedii, mogę przejść do mojej lalki, która nawiasem mówiąc nie wyglądała zachęcająco po wyciągnięciu z koperty. Ubrana była w rozpadającą się i siepiącą sukienkę od klona. Nie wiem kto się nią bawił w dzieciństwie, ale dla tej osóbki czesanie Barbie musiało mieć jakieś kojące właściwości, niemalże terapeutyczne, bo jej włosy są mocno przerzedzone z jednej strony, natomiast pozostały jedwabiste i miękkie w dotyku i mają przecudowny wręcz kolor. Makijaż chińskiej wersji jest bardzo charakterystyczny, to jedna z tych lalek, które rozpoznaje się już na pierwszy rzut oka – blado-fioletowe, prawie białe cienie na powiekach i jasno-brzoskwiniowa szminka i mocny eyeliner, trudno ją pomylić z inną Barbie.


Niestety moja Fun-to-Dress nie ma swojego oryginalnego stroju – ładnego, blado-różowego stanika i majtek w białe cętki lub na odwrót, zależy co tam akurat Chińczycy mieli pod ręką. Na szczęście Fun-to-Dress aż prosi się by ją przebierać. Najpierw, tak roboczo ubrałam ją w Barbie Weekend Collection 1988, w którym oczywiście jest jej bardzo ładnie, ale potraktowałam mój nowy nabytek jako świetną okazję do rozszerzenia barbiowej garderoby. Chwilowo cierpię na niedostatek stojaków Kaiser, a półka „siedząca” pęka w szwach, więc póki nie przyjdą moje plastikowe stojaki testowe z Chin, trochę przystopowałam z kupowaniem lalek, a przerzuciłam się na ciuchy dla nich.

Fun-to-Dress otrzymała ode mnie w prezencie dwa stroje, które od pewnego czasu chodziły mi po głowie. Jeden z nich to skromniutki, ale soczyście kolorowy Fashion Finds 1989, na który składają się fioletowe szorty oraz pasiasty top. Fashion Finds nie posiadają w pakiecie butów, ale i tak bardzo je lubię. Są proste, ale można je świetnie łączyć z innymi elementami serii.






Drugi strój, znacznie bogatszy, zwie się Happening Hair 1993. Na odwrocie tekturki Barbie prezentują tą niesamowicie kolorową serię strojów. Oczywiście chciałabym wszystkie cztery, ale spójrzcie na fryzury Barbie! Niczym prawdziwe modelki, zanim stanęły przed obiektywem, najpierw odsiedziały swoje u fryzjera! Mój zestaw składa się z krótkiego, pasiastego topu, a także kamizelki i szortów uszytych z „pseudo” jeansu, który bardzo lubię głównie za kolory, w jakich występuje. Oczywiście w takim zestawie nie mogło zabraknąć butów, w tym wypadku są to proste pepegi, za to w kolorze miętowym – takiego jeszcze nie miałam. Jest też kilka akcesoriów do ozdoby włosów – dwie kokardy na gumce, sprężynka jak u Totally Hair Barbie, grzebyk i saszetka dawno przeterminowanego żelu do włosów. Ciekawe, że po zdjęciu ubrań z tekturki, ukazuje nam się Barbie w bieliźnie.









Mam nadzieję, że to nie koniec przebieranek, bo robiąc zakupy dla Fun-to-Dress bardzo trudno było mi wybrać tylko dwa stroje. Ilekroć widzę na allegro czy eBay’u sprzedawcę z czterdziestoma kompletami ciuchów dla Barbie aż mi ręce drżą! Chcę je wszystkie! Mam też cichą nadzieję, że uda mi się zdobyć oryginalny strój Fun-to-Dress, jeśli ktokolwiek z Was ma go na zbyciu to ja chętnie odkupię.






piątek, 4 września 2020

Fashion Play Barbie 1988 "the pink dress"

Wspaniale jest móc skreślić lalkę z listy życzeń i postawić ją w witrynce! To uczucie zna i rozumie chyba każdy kolekcjoner, który polował, polował i upolował lalkę dlań szczególną, bo nie ma wątpliwości, że Fashion Play Barbie 1988 potocznie określana jako „pink dress” jest dla mnie szczególna. Tyle, że ja nie mam pojęcia z czego ta jej wyjątkowość wynika. Lalka nie wpisuje się w żaden nurt mojej kolekcji, bo daleko jej do rozbuchanej estetyki Holidayek, nie poraża też neonami, ani nie powala na kolana elegancją rodem z Dynastii. Nie jest to dla mnie również lalka sentymentalna. Nie posiadałam jej w dzieciństwie i nie pamiętam by miała ją którakolwiek z moich koleżanek czy kuzynek, a jednak gdy zobaczyłam jej zdjęcie online po raz pierwszy, wydała mi się dziwnie znajoma, jakbym oglądała fotografię starej, dobrej przyjaciółki.  

Na próżno wysilałam mózgownicę celem łowienia jakichkolwiek wspomnień na temat bohaterki dzisiejszego wpisu. Tak naprawdę jedyna prawdopodobna sytuacja, w której mogłabym się z nią zetknąć to wizyta w Pewexie. Być może tego pamiętnego dnia, gdy Mama kupiła mi moją pierwszą Barbie, to właśnie FP ’88 z nią konkurowała. Lalki pochodzą z tego samego rocznika, a i powszechnie wiadomo, że Fashion Play królowały w Pewexach. Oczywiście żadna lalka nie miała szans z moją SuperStar, ale różowa FP na pewno by mi się podobała, zważywszy na mój gust i upodobania.  W zasadzie nawet dostrzegam wiele wspólnych cech między obiema lalkami. Ich sukienki utrzymane są w tym samym łagodnym, przyjemnym dla oka różu, ich makijaże są zbliżone, a fryzury bardzo podobnie ułożone (mowa o wersji saranowej). Gdyby się bliżej przyjrzeć, można by się posilić o stwierdzenie, że różowa FP to taka trochę okrojona wersja SuperStar. Być może darzę ją sentymentem przez samo podobieństwo do mojej pierwszej Barbie.


Ach różowa Fashion Play, ile ona mnie kosztowała nerwów i wyczerpała do cna wszelkie pokłady mojej cierpliwości, nawet te, o które sama siebie bym nie posądzała, ale wszystko dobre, co się dobrze kończy, nawet transakcje, które trwają półtora miesiąca! Można by pomyśleć, że lalka przebyła morza i oceany zanim do mnie dotarła, a chodzi tu jedynie o prostą przesyłkę z Polski do Polski! Jednak Pani Sprzedawczyni musiała się zmagać nie tyko z przeciwnościami losu, ewidentnie sprzysięgły się przeciwko niej siły nieczyste i moce piekielne! Otóż wszystko zaczęło się od zupełnie innej lalki, którą owa Pani wystawiła na sprzedaż za pośrednictwem znanego portalu. Lalkę zamówiłam i niezwłocznie zapłaciłam, a że był akurat weekend i zajmowały mnie czynności niewymagające wysiłku intelektualnego, moje myśli krążyły swobodnie wokół innych lalek Pani Sprzedawczyni. Była tam pewna Barbie w sukience FP’88, a ja pomyślałam, że skoro jest sukienka, może jest i lalka. I była. Pani była bardzo miła, zgodziła się na zamianę lalek i nawet obiecała, że Fashion Play ubierze w jej oryginalną sukienkę. Dopłaciłam niewielką różnicę i … zaczęły się schody.

Najpierw było opóźnienie, bo lalkę trudno było znaleźć wśród przepastnych kartonów pełnych lalek, później została nadana na rzekomo niewłaściwy adres, czego nie dało się zweryfikować, bo niekompetentna pani na poczcie nie wydała numeru nadania. Pani Sprzedawczyni zaproponowała, że niedogodności wynagrodzi mi lalką gratisową i miała to być lalka wystawiona w sukience od FP. Gdy lalki do mnie trafiły okazało się, że nastąpiła pomyłka, nawet dwie. Moja Barbie nie miała na sobie swojej sukienki, a ta gratisowa była zupełnie inną lalką! Nastąpiły przeprosiny i obietnica wyprostowania sytuacji, ale nie od razu bo urlop. Pomyłkowa lalka mi się spodobała, więc ją odkupiłam, ale nadal chciałam tamtą właściwą, no i sukienkę, za którą zapłaciłam. Miała przybyć przed moim wyjazdem i zgadnijcie co! Zgadliście – nie dotarła. Na zapytanie co się stało czekałam dobre trzy dni, bo z responsywnością u Pani też było kiepsko. Okazało się, że wydarzył się wypadek i Pani trafiła do szpitala, a teraz jest unieruchomiona. Gdybym już takiego scenariusza wcześniej nie słyszała i nie była uprzedzona wcześniejszymi doświadczeniami to bym pewnie uwierzyła, ale w tej sytuacji pomyślałam sobie tylko „No proszę cię kobieto!”. Głęboko przekonana, że nie ma czegoś takiego jak gratis zaproponowałam, że za lalkę gratisową zapłacę, pokryję też koszt przesyłki, za sukienkę płacić nie będę, bo już to zrobiłam. Pani się zgodziła, przelew poszedł, a lalka wraz z sukienką dotarła … po kolejnych opóźnieniach.


W powyższych akapitach jest sporo goryczy i złośliwości, ale muszę być obiektywna i przyznać, że Pani Sprzedawczyni nie jest oszustką, która by bez mrugnięcia okiem podała numer konta, czekała do zaksięgowania kwoty, a później wyprostowała środkowy palec. Miała pełną świadomość, że otrzymała zapłatę i teraz należało się wywiązać z umowy. Przez całe półtora miesiąca była miła i znosiła moją rosnącą napastliwość z taką samą cierpliwością, z jaką ja znosiłam opóźnienia i wymówki. Swoje lalki wystawia po cenach niewygórowanych i bez targowania akceptowała podane przeze mnie kwoty za lalkę omyłkową i „gratisową”. W innych okolicznościach zakupiłabym u niej jeszcze wiele innych lalek, ale czas oczekiwania … jakby był trochę za długi. Ponadto, Pani naprawdę chciała nadać lalkę, ale ewidentnie jej się to nie udawało, a jestem w stanie zrozumieć, że ludzie pracują dłużej niż do 18.00 gdy zamykana jest poczta w niewielkiej miejscowości. Wiadomo jak bywa z pocztą – choćby list chciał nadać sam Prezydent RP albo Papież, to godziny zamknięcia są bardziej święte niż Jego Świątobliwość i tyle w temacie. Ja natomiast mam trzy lalki, czyli to za co zapłaciłam wcale nie tak dużo i nie chowam urazy.

Jest tylko jedna, mała rysa na całościowym obrazie. Mianowicie, gdy się okazało, że Pani ma w swoim posiadaniu różową FP’88 była akurat na wakacjach i nie miała pod ręką jej zdjęcia, ale zapewniła mnie, że lalka jest w stanie idealnym. Gdy już ją wreszcie odgrzebała z pudeł, okazało się, że zupełnie inaczej definiujemy określenie „stan idealny”, które jak widać pozostawia ogromne pole do interpretacji. Zdjęcie było niewyraźne, ale i ono nie pozostawiało złudzeń – włosy lalki w najlepszym wypadku stanowiły niemałe wyzwanie dla moich umiejętności restauratorskich, a być może nawet pełny reroot. Niestety tak się składa, że jest to lalka trudno dostępna.  Śledzę aukcje i ogłoszenia już od przeszło dwóch lat i jak do tej pory natknęłam się na eBay’u na jedną nową w horrendalnej cenie i jedną na allegro w stanie po przejściach, a i jej cena nie zachęca do podjęcia działań reanimacyjnych trupa. Nie ma wyjścia, trzeba brać co dają i nie wybrzydzać, tak też zrobiłam.

Po przybyciu lalki zabrałam się do pracy mając już w głowie scenariusz pod tytułem „reroot” bo włosy lalki fakturą przypominały moherowy beret – sztywny i szarawy, który zaciekle opierał się grawitacji. Moher wylądował w płynie zmiękczającym gdzie spędził całą dobę, po czym go wyszorowałam szamponem i mydełkiem piorącym i nałożyłam odżywkę. Nawet rozczesany wyglądał nadal źle, choć był już znacznie jaśniejszy, a wizja przeszczepów zaczynała być coraz bardziej realna. Dlatego kudły potraktowałam bez zbędnych ceregieli i pieszczot. Zagotowałam wrzątek i choć to kanekalon, nawet nie odczekałam tych kilkunastu sekund celem zachowania zasad bezpieczeństwa w kontakcie z kanekalonem. Bez cackania zanurzyłam łeb we wrzątku i jeszcze gorące, ociekające wodą włosy przeczesałam grzebieniem o gęstym zębie. Potem znów do wrzątku i czesanie warstwy spodniej. Tę czynność powtórzyłam jeszcze kilka razy, zagotowałam wodę znowu i hop do wrzątku i pod grzebień. Tak biedną Barbie męczyłam wrzątkując przeszło tuzin razy, a następnie przelałam szczodrą ilością mocno rozcieńczonego żelu do włosów dla połysku. Moher już nie wyglądał jak moher, tylko jak włosy, które wreszcie opadły na plecy lalki, a po wyschnięciu i przeczesaniu grzebieniem zachwyciły mnie swoją gładkością i jedwabistością. Pozostało już tylko je zakręcić, ale ja nie umiem formować loków z kanekalonu, więc po dwóch nieudanych próbach wyprostowałam włosy i dałam sobie spokój. Teraz wiem już co robiłam źle i może podejmę kolejną próbę, ale do tego trzeba czasu i cierpliwości.  Lalka po spa wyglądała jak ludzie, choć nadal była goła.

Na swoją oryginalną kieckę przyszło Barbie jeszcze trochę poczekać, ale wreszcie jest! I jest śliczna! Sukienka jest skromna, ale jak na standardy Fashion Play trzeba przyznać, że i tak jest dość strojna. Zawsze miałam słabość do lurexu, który uważam za najbardziej barbiowatą tkaninę, a ten z racji zapięć na zatrzaski, a nie na rzepy jest w świetnej kondycji – gładziutki, błyszczący i nigdzie nie pozaciągany. Lubię tę lekko połyskującą baskinkę, na którą składa się warstwa tiuliny i koronki. Special Expressions ma identyczną sukienkę tylko w białym kolorze, a lalki postawione obok siebie cieszą moje oczy. Gdybym dorwała sukienkę od FP ’88 wersji niebieskiej, mogłabym się posilić o małe oszustwo i udawać, że mam komplet, bo Special Expressions to wypisz, wymaluj niebieska FP z malunku twarzy i uczesania! Kiedyś będzie moja! Niestety nie mam oryginalnych butów od różowej FP, Super Star  ’88 posiada podobne. Kolor obu par jest zbliżony, ale te od FP mają dodatkowo perłowy połysk. Jeśli ktoś je posiada, chętnie odkupię!


Ogromnie się cieszę, że bohaterka dzisiejszego postu po długich poszukiwaniach i po perypetiach trafiła wreszcie do witrynki i, że ma swoją oryginalną sukienkę. Nie wiem z jakich powodów udało jej się wdrapać na same szczyty mojej listy życzeń, bo to skromna lalka. Choć już ją wreszcie mam, nadal czuję lekki niedosyt i z chęcią bym ją zdublowała, jeśli trafiłaby się wersja z saranowymi włosami. Już wcale nie musi mieć oryginalnej kreacji, bo moje lalki i tak nie noszą identycznych kiecek



sobota, 22 sierpnia 2020

Barbie Bake Shop and Cafe 1998 i Sweet Treats Barbie 1998

 Jestem zdeklarowanym kawoholikiem, więc oczekując aż w polskiej dystrybucji pojawi się nowiutki zestaw Barbie Coffee Shop 2020, postanowiłam nabyć pewien archiwalny zestaw, który podobał mi się od dawna- Barbie Bake Shop and Cafe 1998. Wypatrywałam go na eBay’u jedynie obchodząc się smakiem, bo kawiarnia, o ile się tam pojawiała, była wielce niekompletna lub koszmarnie droga. Gdy się wreszcie pojawił na naszym OLX, czaiłam się na niego chyba ze dwa miesiące i ostatecznie dobiłam targu. Zestaw przybył i okazał się być rozczarowaniem, poprawka – transakcja była rozczarowująca, ale o tym za chwilkę opowiem.

Zestaw Barbie Bake Shop and Café zbiega się w czasie z końcem mojej ulubionej ery w historii Barbie – ery Superstar i posiada znamiona nadchodzących i nieuniknionych zmian. Na pudełku kawiarenki uśmiecha się do nas jeszcze urocza superstarka, choć o prostych rączkach PTS odchylanych na boki. Co ciekawe, doszukałam się dwóch różnych pudełek zawierających ten sam zestaw. Niektóre akcesoria mają pozamieniane kolory. Natomiast daty na tych pudełkach są aż trzy – 1998, 1999 i 2000. Niestety nie mając ich w dłoni nie mogę być pewna co do poprawności tych danych. Rok 1998 i 2000 przewijają się najczęściej, a po kolorystyce moich akcesoriów wnioskuję, że mój zestaw jest tą wcześniejszą edycją.

Źródło: https://www.amazon.com/Barbie-Bake-Shop-Playset-Pieces/dp/B002UP780S

Źródło: https://barbados.desertcart.com/products/6833461-barbie-bake-shop-cafe-playset-more-than-75-play-pieces-1998-arcotoys-mattel

Barbie Bake Shop and Cafe posiada cechy przejściowe między dwiema erami w dziejach Barbie – mamy tu realizm „chromowanych” urządzeń kuchennych opakowany w przyjemne dla oka pastele. Jest też sporo neutralnej bieli, zaś elementy „drewniane” zbliżono do ich autentycznej barwy. Nie jest to rezultat idealny, są musztardowo żółte, ale posiadają wytłoczenia słoi. Zdecydowanie ilość akcesoriów każe nam sądzić, że standardy superstar nadal nie zostały jeszcze wyparte i nie odeszły jeszcze w przeszłość. Ktoś tam u Mattel’a pomyślał sobie, że w kuchni potrzeba bardzo wielu przyborów i nie poszedł na skróty.


To tyle w kwestii ogółów, przechodzimy do konkretów. Bardzo lubię gdy kawiarnie, sklepy, domki Barbie wyglądają jak prawdziwe budynki. Nie tyle muszą one mieć realistyczny kolor elewacji czy dachówki, mnie bardziej chodzi o ich strukturę. Zwyczajnie lubię gdy domek posiada podłogę, ściany, dach, drzwi i okna, a moja kawiarnia ma  wiele z tych elementów. Już na pierwszy rzut oka nie trudno stwierdzić czym jest i co ma za zadanie. Nie przepadam za supermarketami dla Barbie, które składają się jedynie z pojedynczego regału oraz kasy sklepowej z taśmą na produkty. Lubię, gdy zestaw daje poczucie przestrzeni, wiadomo gdzie się zaczyna, a gdzie się kończy i taki jest właśnie ten mój. Do tego kawiarenka jest kompaktowa, można ją złożyć, dzięki temu zajmuje mniej miejsca przy przechowywaniu.



Sam „budynek” jest bardzo prosty w konstrukcji i dzieli się na część kawiarnianą oraz zaplecze, gdzie Barbie wypieka swoje specjały o 4 nad ranem, a później przez cały dzień je serwuje. Zaplecze posiada piekarnik, oczywiście otwierany, a także szereg półek oraz wysuwany blat, zaś w kawiarni znajduje się stolik, dwa krzesła a także gablota mogąca pomieścić mnóstwo przysmaków oczywiście domowej roboty. Jest tam również kasa. Na zewnątrz znajduje się markiza z szyldem, tabliczka przedstawiająca ofertę kawiarni zmazywalna tablica, po której można pisać kredą, a także szeroki kosz z kwiatami i tu zaczynają się pewne problemy….






Jak już wspominałam, ogłoszenie troszkę wisiało sobie na OLX, a ja nie od razu zdecydowałam się na kupno. Zestaw, na pojedynczym, samotnym zdjęciu przedstawiał się bardzo obiecująco, a opisany był jako kompletny. W jego skład wchodzi naprawdę dużo akcesoriów drobnych, więc postanowiłam się dopytać, czy aby na pewno nic z jego bogatego wyposażenia się nie zagubiło, bo kawiarnia ma przecież swoje lata. Dostałam bardzo zdecydowaną odpowiedź twierdzącą, więc uwierzyłam na słowo zamiast domagać się większej ilości zdjęć. Po otwarciu przesyłki od razu okazało się, że sprzedawca nie był ze mną szczery. Oczywiście braki były i było ich wiele. Na przykład nie było kosza na kwiaty, którego nieobecność znaczą otwory na „elewacji”, a także inne elementy, na których zależało mi jeszcze bardziej.

W odpowiedzi na moje powtarzające się i zdecydowanie zbyt uprzejme maile otrzymałam jedynie milczenie, bardzo, bardzo wymowne. Niestety OLX promuje odbiór osobisty, a zakupy na tej platformie dokonuje się na własne ryzyko, więc przełknęłam rozczarowanie powtarzając sobie bardzo filozoficznie, że w życiu są gorsze tragedie, a ja mam nauczkę na przyszłość – trudno z tym dyskutować. Moją nauczką jest na przykład to, że w planach miałam kolejną transakcję z ową panią, bo zamierzałam kupić od niej Potty Training Kelly dla Młodej i oczywiście tego nie zrobię. Mam nadzieję, że tamta pani również się kiedyś przekona, że klienci jednorazowi, to nie najlepsza strategia i obierze inną. W zasadzie to nawet nie chodzi mi już o te braki, jestem w stanie je zaakceptować, ale lubię wiedzieć dokładnie co kupuję i z wyprzedzeniem wiedzieć z jakimi problemami/ uszkodzeniami mam do czynienia.

No ale dość tego marudzenia. Obiektywnie muszę jednak przyznać, że wybrakowany czy nie, ten zestaw to jak do tej pory najlepsza oferta, jaka mi się przewinęła, więc powinnam być zadowolona. I jestem, tak gorzko-słodko. Kuchnia Barbie jest naprawdę dobrze wyposażona, mamy tu formę na babeczki oraz pasujące do niej, wyciągane muffinki! Jest też większa forma na ciasto pokrojone na sześć osobnych części. Nie zabrakło nawet małych foremek na ciasteczka, dzięki którym można imitować zabawę w wypiekanie, bo ciasteczka się w nich mieszczą. Są liczne szpatułki, rózga kuchenna, wałek, pogryziona łyżka, a nawet duży nóż kuchenny (zdjęcie noża dedykuję Manguście).








Barbie swoje liczne wypieki serwuje na zastawie z przezroczystego plastiku, podając do nich najlepszą w mieście kawę. I tu największe rozczarowanie. Najbardziej z całego zestawu podobał mi się przelewowy ekspres do kawy, który na myśl przywodzi kelnerki serwujące kawę z dolewką. Takie rzeczy znam tylko z filmów, bo przyzwyczajona jestem, że zakupiona kawa to pojedyncza filiżanka i do tego niepełna. Za swoje wypieki Barbie każe sobie słono płacić, albo jej klienci są nieprzeciętnymi łasuchami, bo na kasie nabili prawie $20, a kasa z lat 90-tych! Kasa jest funkcjonalna, za pomocą karty kredytowej, która jest jednym z brakujących elementów, można ją otworzyć, a w środku znajdują się dolary! W przypadku braku karty kredytowej, włam do kasy można zrobić nożem kuchennym.



Podsumowując część wpisu poświęconego Barbie Bake Shop and Cafe, muszę przyznać, że jest świetny. Takich standardów wykonania i wyposażenia na próżno szukać w obecnej ofercie Mattel’a, bo ich produkty przypominają tą niepełną filiżankę kawy bez dolewki. Dostajemy mniej za więcej i musimy się tym ukontentować. Kawiarenka jest moim pierwszym playset’em (ktoś zna jakieś sensownie brzmiące tłumaczenie? Im bardziej uciekam od angloizmów, tym bardziej mnie one prześladują) i chyba chcę więcej, ale lalki naturalnie nadal stanowić będą trzon mojej kolekcji, a więc przedstawiam Wam kolejną z nich.

Sweet Treats Barbie 1998 od dawna mi się bardzo podobała, choć to nie moja estetyka. Malunek twarzy jest trochę zbyt detaliczny, kreski są ostre, kolory zbyt wyraziste, a sama Barbie zdaje się mówić, że to już koniec ery superstar. A jednak Sweet Treats nie dawała mi spokoju i stała się powodem niemałego zamieszania związanego z zupełnie inną lalką i zupełnie inną sprzedawczynią, ale o tym napiszę, gdy moje perypetie wreszcie się zakończą. O Sweet Treats można jednak powiedzieć, że jest pełna niespodzianek typowych dla lalek z lat 80-tych. Otóż lalka występuje w wariancie high color i low color, a także może mieć prostą lub podkręconą grzywkę (grzywki rootowane są inaczej). Lalka jest bardzo ładna, choć świeci jej się twarz i trudno się ją fotografuje.

Bardzo podoba mi się jej prosta i nieskomplikowana estetyka. Lalka ma dość krótkie jak na tamte czasy włosy, do tego wykonane z saranu o złocistym kolorze. Ubrana jest równie skromnie, ale wszystkie trzy części jej stroju są odrębne i można je łączyć z innymi ubraniami, bo jeansowa mini pasuje do wielu bluzek. Oczywiście fartuszek jest prawdziwy, a nie nadrukowany i do tego nie jest przyszyty do bluzki ani spódniczki. Całości dopełniają proste białe pepegi.

Sweet Treats to lalka, która w pakiecie posiadała również bogate wyposażenie takie jak pokaźnych rozmiarów mebel kuchenny, nakręcany mikser, miseczka, łyżeczka, szpatułka, miarka, pojemnik na posypkę, dwie formy na ciasteczka, a także produkty spożywcze, takie prawdziwe, zjadalne. Miała również niewielki stojaczek. Niestety nic z tego dobrodziejstwa się nie uchowało, ale znalazłam na youtube reklamę, która to prezentuje. W ramach rekompensaty, wyposażyłam ją w pewien uroczy zestawik akcesoriów, który zawiera mikser, babeczkę, miarki, miseczkę oraz formę na babeczki.

Moja Sweet Treats pasuje idealnie do kawiarni Bake Shop and Cafe, a moje winylówki będą miały gdzie iść na kawkę jak przystało na  lalki zdeklarowanej kawoszki.



Fun-to Dress Barbie 1987, Fashion Finds 1989 i Happening Hair 1993

Historia Fun-to-Dress Barbie jest równie nieskomplikowana co sama lalka, której nawiasem mówiąc nigdy nie miałam zamiaru kupować. Trafiła do...