Słyszeliście o wirusie lalkowym?
Ja słyszałam, ale ostatnio na własnej skórze przekonałam się jak szybko i
bezwzględnie atakuje on swoje ofiary. Wirus lalkowy, nazwa łacińska Chciejus Natychmiastus, przenoszony jest
drogą elektroniczną, a mój przypadek miał bardzo dramatyczny przebieg.
Przeczytawszy wstęp postu Neytiri poświęconego Victorian Barbie with Cedric
Bear 1999 czułam się jeszcze całkiem dobrze. Pierwsze symptomy pojawiły się po
obejrzeniu zdjęć - przyspieszony puls,
drżenie rąk, wypieki na twarzy – Chciejus Natychmiastus jak nic. Przez kolejne
kilka tygodni choroba nie odpuszczała, ale mój stan można by określić jako
stabilny – przeglądałam zdjęcia Victorian w ilościach masowych, jej recenzję na
youtube znałam chyba na pamięć i od czasu do czasu sprawdzałam dostępność lalki
na eBayu w obawie, że jakiś szaleniec postanowi nagle wykupić wszystkie co do
jednej. Nic z tych rzeczy, lalka była i to w dużych ilościach, mogłam spać
spokojnie. Wreszcie lalka trafiła w moje ręce, a ja wyzdrowiałam.
Victorian zakupiłam jako NRFB,
zapakowano ją tak, by mogła być podziwiana bez wyjmowania z pudełka – umożliwia
to zdejmowane wieko oraz duża celofanowa szybka. Choć Victorian bardzo podobała
mi się na tle imitacji staroświeckiej tapety, nie byłabym sobą gdybym jej nie
uwolniła z pudełka – tkwiła w nim już od 20 lat, więc najwyższa pora
rozprostować nieco kości. Sama lalka była do wewnętrznej tekturki
przytwierdzona poprzez strzał w głowę plastikowym paskudztwem, które wystawało
jej z potylicy. Nie dało się tego draństwa wepchnąć głębiej w czaszkę, trzeba
było obciąć. Brrrrrr! Za wewnętrzną tekturką znalazłam certyfikat
autentyczności z numerem seryjnym oraz stojak. Szczotki, do której obecności
jestem przyzwyczajona nie było, znamiona nowej ery? Tył pudełka zawiera opis
Barbie oraz historię jej misia.
Victorian to oczywiście Mackie.
Przyznam się szczerze, że kiedyś nie przepadałam za tym headmoldem i choć z
czasem go doceniłam to jednak do tej pory wystarczało mi podziwianie go z
daleka, na łamach blogów innych kolekcjonerów. Mackie to lalki, na które lubię
patrzeć, ale nie koniecznie muszę posiadać w mojej kolekcji, oczywiście poza
Krystle, o której wspominałam już tyle razy. Aż tu nagle … Victorian! Muszę
mieć! Już teraz, najdalej jutro! Lalka wygląda jakby była zrobiona z porcelany,
ma bardzo jasną karnację, różane policzki i zielone oczy, które w bardzo
subtelny sposób podkreśla jasny, zielony cień do powiek. Pełne usta pociągnięto
szminką w stonowanym różu. Do tego ta fryzura! Z przodu włosy lalki zaczesano
na gładko, jedną ich partię zapleciono w warkocz-świderek i ufryzowano w wykwintnego
ślimaczka. Resztę przewiązano wstążkami, zakręcono w romantyczne loki, a całość
zabezpieczono klejglutem. No nic, przynajmniej fryzura trzyma się jak należy.
Victorian Barbie szykuje się do
spoczynku, wystrojona w satynowy, powłóczysty szlafrok w kolorze burgundu
obszyty koronkami, zdobny w satynowe różyczki. Materiał jest piękny, błyszczący
i zwiewny, bardzo podobają mi się również bufiaste rękawy wykończone misterną
koronką. Pod szlafroczkiem, Barbie ma na sobie koszulę nocną bez rękawów w
kolorze pudrowego różu. I tu nie brakuje detali
dekolt zakrywa plisowana organza i subtelna koroneczka, a także kwiatowy
haft! Dolne partie zdobią dwa rzędy koronki przepasane wstążeczkami, do tego te
satynowe różyczki! Strój jest pięknie zaprojektowany i starannie wykonany
(metalowe zatrzaski yessss) i może jak się zbiorę na odwagę, albo kupię sobie
żelazko parowe, to pozbędę się tych zagnieceń.
Satyna, koronki, różyczki,
wstążeczki, co jeszcze? Buty! Buty Barbie to śliczne klapeczki na obcasie z
zakrytymi palcami ozdobione białymi różyczkami z satyny (ekhm poliestru). Klapki spadają Barbie ze stóp złośliwie, bo
gumki, które trzymały je wcześniej w ryzach, rozpadły się przez te 20 lat.
Podobnie było w przypadku misia, który leżał sobie gdzieś na dnie pudełka u
stóp lalki. Miś Cedric (Diggory?) to, jak głosi opis na pudełku, prezent od
przyjaciela Barbie z dawnych lat. Cedric jest jej wiernym towarzyszem oraz
powiernikiem lalkowych sekretów. Jego różowa satynowa szlafmyca z pomponem mnie
po prostu rozbraja. Pluszowy miś ma artykułowane łapki, jest uroczy.
Jeszcze do niedawna byłam
przekonana, że w mojej kolekcji nie zagości żadna Mackie, a przynajmniej
nieprędko. Tymczasem ja zwyczajnie zachorowałam na tą lalkę. Do tego Neytiri zrobiła
Victorian tak obłędne zdjęcia, że nie sposób było się jej oprzeć! Tym właśnie
sposobem wykroczyłam poza moją ukochaną erę Superstar, ale jednocześnie cieszy
mnie fakt, że lalka nadal posiada to co w Barbie z dawnych lat uwielbiam – to
wciąż TnT ze zginanymi nogami. Tak więc jeszcze na koniec zamieszczam kilka
zdjęć, ale uwaga – oglądacie je na własną odpowiedzialność. Pozdrawiam
serdecznie!